Dziś w niedziele odsypia się sobotnie imprezowanie. Nie mówię tu całkiem o sobie- chodzi o to, że nikt nie wstaje wcześnie w taki dzień jak niedziela. Jak było kiedyś?
Pamiętam, że przed telewizor siadało się już ok. siódmej i oglądało się jakieś powtórki, ale coś około dziewiątej w Polsacie pojawiał się program dwóch prowadzących i ich kolegi- mały brązowy zgredek w zielonych portkach. Tak mowa o Hugo. Jego historia była raczej prosta. Zła wiedźma-dobrze nie pamiętam imienia- porwała jego żonę i dzieci. Więc dzielny ojciec pokonywał różne przeszkody by ich uratować.
Od strony marketingowej była to gra, w którą to dzieci grały przez telefon. Sam dzwoniłem nie raz, ale niestety nigdy się nie udało. Pamiętam, że nie mogłem patrzyć na to jak jakieś lamerskie dzieci dzwonią i nie potrafią sobie poradzić z przyciskaniem dwóch klawiszy. Cwaniakowałem, ponieważ jedną z moich pierwszych gier było właśnie Hugo. Jednym słowem takich programów nie widuję w nowoczesnej telewizji. Bo kto by grał w takie gry w erze komputerów rodem z NASA?
W jednym odcinku jakiś chłopczyk wygrał nagrodę główną- komputer- i gdy się o tym dowiedział nie cieszył się. Nie było tego słychać. Więc prowadzący szybko wykrztusili: Wygrałeś pokaż jak się cieszysz. A chłopczyk na to: Chuuuuujjjja wygrałem. Ale to chyba nie było za mojej totalnej młodości… Bo wiedziałem już co to znaczy : ) Pozdrawiam.

zawsze denerwowało mnie jak uczestnicy banalnych rzeczy nie umieli przejść;D
OdpowiedzUsuń