poniedziałek, 3 października 2011

W plecaku myśli: Codzienność.

Na skraju wielkiego lasu mieszkał sobie malutki skrzat. Miał około pięćdziesiąt centymetrów, duże niebieskie oczka, świecące niczym dwa płomyki, kręcone włosy i rumiany kolor skóry. Ubrany był w zielony fraczek i spodnie. Nosił ze sobą także bardzo stary i zniszczony plecaczek. Plecaczek ten nazywał „plecakiem myśli”. Mieszkał w niedużej chacie z drewna, porośniętej mchem. Żył tam sam. Co dzień o świcie wybierał się na granice lasu i polany.
    Poranne słońce obudziło skrzata. Zjadł śniadanie, ubrał zielone ciuchy i założył plecak. Podążając ścieżką dotarł do polany,  rozciągającej się po horyzont. Tylko z północnej strony były widoczne zarysy wielkiego miasta. Środkiem wiodła mała dróżka od miast po las. Nieopodal tej drogi skrzat siadał pod dużym dębem, którego gałęzie zdawały się nie mieć końca. Rozpalał ognisko i siadał na starym pni drzewa…
    Skrzat jak co dzień czekał tam na kogoś. Z dala na ścieżce widniał już niewyraźny cień jakiejś osoby. Dotarła ona do wielkiego dębu i usiadła naprzeciw ogniska. Skrzat zadał pytanie, które zawsze zadawał:
- Co się stało? Mów, ja słucham.
- Co dzień robie to samo. Szkoła czy praca. Zwykła codzienność mnie męczy. Pomimo, że niczego mi nie brakuje, musze niektóre czynności powtarzać co dzień. Codzienność skrzacie- odparł człowiek- codzienność.

    Czym jest codzienność? Sama nazwa wskazuje, że to cos co jest „co dzień”. Czyli musi się to powtarzać. A jak wiadomo wszechwiedzącemu człowiekowi nie podoba się rutyna. Dobrze, że póki co nie protestują przeciwko codziennemu zaspokojeniu  potrzeb fizjologicznych. Mówią, że ktoś jest „wybuchowy”. Po takim proteście te słowa nabrały by nowego znaczenia. Ale fakt faktem fizjologia to także nieoderwalna część naszego życia. Od walenia w pieluchy po toaletę. Od cyca po McDonald. Jednak jeszcze nie spotkałem osoby, która była by znudzona takimi obowiązkami.
    Człowiek wie, że musi rano wstać do szkoły/pracy. Pada na twarz bo wieczorem gapił się w telewizor do północy, a rano jęczy jak mu źle. Spać oczywiście szybciej nie pójdzie. Ta forma codzienności dotyka większość z nas. Wgłębiając się dalej… Z pewnością jest to obowiązek, który wypełniasz dla pieniędzy lub wiedzy. Jednak jedno z moich stwierdzeń pozwala mi podzielić to co jest codziennie na dwie grupy. Pierwsza to czynności trwające długo. Takie jak dojazd do pracy, sama praca, odrabianie lekcji, nauka, gotowanie, sprzątanie. Długość nie określa ich w skali od nudnych do najnudniejszych i męczących, ale są one czynnościami zazwyczaj podejmowanych negatywnie lub z niechęcią. A codzienne powtarzanie ich sprawia, że są one jeszcze bardziej uciążliwe. Druga grupa to czynności krótsze. Komu się nie podoba coś z tego to łapa w górę! Poranna kawa, słuchanie dobrej muzyki w słuchawkach, zjedzenie dobrego obiadu (wyjątek da tych, którym żona przypala nawet wodę. Jestem z wami), codzienne spotykanie tych samych znajomych. Niewątpliwie to wszystko trwa krócej i pomimo codziennego powtarzania nie staje się nudne. Czas wykonywania jest tu tylko niewielkim rozgraniczeniem, bo jak się baba z babą spotka to i osiem godzin roboty może przeminąć. Nie wkładając wiele wysiłku każdy znajdzie w swojej codzienności to co mu się podoba i z chęcią to powtarza, jak i to co musi odwalić i ma spokój.
    Każdy wie, że musi się uczyć lub pracować. Jest to nie nakazanym przymusem. Nikt nam nie każe, ale jednak to robimy. Jest to gdzieś ustalone i często odbieramy to jako nakaz. A jak wiadomo człowiek od dawien dawna krzywo patrzył na to co mu kazano. Bo już chyba taka jego natura. Czyli automatycznie wszystko co łączy się z obowiązkiem staje się nieciekawe. Wiąże się to z tą drugą grupą czynności. Nikt nie każe ich wykonywać, a jednak mają one miejsce co dzień. Pod tym względem psychika człowieka jest bardzo prosta.
    Codzienność sprawia, że ucieczki od tego co się powtarza stają się bardziej barwne i ciekawsze. Mowa o wszelkich wycieczkach, wakacjach, wyjazdach. Pozornie każdy z nas chciałby labę całymi dniami. Ale ja osobiście po tygodniu siedzenia w domu, z powodu choroby, dostaje pierdolca. A bardziej trafne ukazanie tego to jak jara piątek podczas wakacji i podczas normalnego tygodnia nauki. Chodź tak czy tak zawsze można się napić. „Pijemy.” „A jest jakaś okazja?” „Tak. Ostatni czwartek tygodnia.” „Faktycznie. To pijemy”.
   Codzienność z pewnością jest takim zjawiskiem, na które narzekamy. Tego faktu nic nigdy nie zmieni i nikt nie polubi chodzenia do pracy, a już na pewno nie polubi np. luksusu, który oferuje nam co dzień PKS. Jednak gdybyśmy nie doświadczali tego zjawiska nie doceniali byśmy wolnych dni i sposobu ich spędzania. Świat pędzący ku władzy i zamożności nie pozwoli nam na rezygnację z obowiązków. Sami jesteśmy jednak w stanie, sprawić by to co powtarzamy stawało się w jakiś sposób przyjemniejsze. Dużo zależy od nas. A jeśli nic nie zrobimy by tak było, możemy śmiało zamartwiać się jutrzejszym porankiem, bo jutro znów trzeba wstać do szkoły/pracy.

    Mały skrzat dostrzegł lekki zarys uśmiechu na ustach człowieka. Ten wstał podziękował i podążył w stronę miasta. Po pewnej chwili zniknął we mgle. Mały skrzat wstał i ze swego „plecaczka myśl” wyciągnął karteczkę z napisem „CODZIENNOŚĆ”, wrzucił ją do ogniska, które następnie zagasił. Pożegnał się z dużym drzewem i zakładając plecak wyruszył w drogę powrotną do domu. Był już późny wieczór więc gdy jego postać weszła do lasu, jasny księżyc oświetlał już tylko polanę. W głuchej ciszy dało się tylko usłyszeć pogłos słów: „Doobranoc. Wrócę  jutrooo”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz