Jak co dzień słońce leniwie zawitało przez okna drewnianej chatki, budząc skrzata. Wstał, zjadł śniadanie, a następnie okruszkami nakarmił leśne ptaki. Przed wyjściem zgrabił jeszcze liście przed domkiem. Założył plecak i wyruszył w stronę polany, radośnie podśpiewując coś pod nosem. Dotarł pod starego drzewo, rozpalił ognisko i usiadł na pniu. Wyjął z kieszeni kawałeczek grubszego patyka i mały nożyk. Strugał coś w kawałku drewna, dopóki nie zauważył zbliżającej się postaci. Gdy już człowiek dotarł w miejsce gdzie siedział skrzat, usiadł na pieńku i zaczął:
- Dlaczego ja nie jestem sławny. Popularny. Co robie źle. Skrzacie jak to osiągnąć?
- Zazwyczaj ja pierwszy zadaje pytanie- odparł skrzat, po czym dodał- Co się stało? Mów, ja słucham.
- Przecież już wiesz- powiedział człowiek.
- Ehh.. wy ludzie- westchnął, po czym się uśmiechnął.
Kogo nie kusi popularność. Już w starożytności ludzie wymyślali coś nowego i fascynującego by stać się sławnym. Albo po prostu latali nadzy po miastach. Niektórzy oszczędzali innym widoków i nosili beczkę na sobie. Można więc na samym początku stwierdzić, że chęć bycia popularnym wpływała bardzo na postęp wielu dziedzin. Może od popularności wywodzi się oryginalność. Bo by jakoś zabłysnąć, często trzeba robić coś zwykłego w sposób inny od reszty. Dzięki temu zmieniały się epoki, a wraz z nimi sztuka, mentalność, wiara, upodobania itp.
Każdy sobie zdaje sprawę, że ma jedno życie. Chyba, że wierzy w reinkarnację. Tylko gdy po śmierci jego dusza wstąpi w dżdżownice to wiele nie zwojuje. Bo czy ktoś zna jakiegoś sławnego robala? Chcemy jak najlepiej wykorzystać każdy dzień bo nie mamy ich wcale tak dużo. A sława, nawet ta mała, to jakby odpowiednik spełnienia. Ludzie mnie szanują, znają, doceniają… To wszystko jest bardzo kuszące. Jednak świat jest brutalny i nie wielu z Nas zabłyśnie i stanie się znana. Ale dół nie? Zostaniemy zwykłymi szarakami. Ale czy to do końca prawda? Czy to wszystko jest aż tak pociągające? Nie napisze tu co pociąga ludzi w byciu sławnym, bo nie mogę o tym wiele wiedzieć. Ale nie będzie trudno udowodnić, że „zwykłość” jest naprawdę wielka.
Człowiekowi nie można radzić. Bo jest uparty i tak czy tak, wsłucha tylko siebie. Z zasady oczywiście. Ale można mu pokazać jego popularność. Jeżeli masz więcej niż stu znajomych na facebook’u to wiedz, że z twoją osobą nie jest tak źle. Jeśli masz tysiąc znajomych… to ich pozdrów ode mnie. Powodzenie bo będziesz tydzień im to kopiował. Każdy ma znajomych takich z realnego życia. Ma przyjaciół i tam zazwyczaj jest osobą popularną. Nie zależnie od tego czy jesteśmy cisi czy robimy hałas gdzie się nie pojawimy, znamy takich ludzi, którzy nas rozpoznają. Większość jednak zależy od osobowości danego człowieka. Jeżeli naprawdę boimy się kontaktów międzyludzkich to nie ma co myśleć o sławie.
Zastanowić się warto czy lepiej mieć trzy zaufane osoby, z którymi się porozmawia o wszystkimi, czy trzystu fanów, którzy polubią wszystko co tylko powiemy. „Jesteście daremni” „Woow. Naprawdę dobre. To jest głębokie. Kochamy cięę..”. Jednym słowem debilizm. Podziw, czyli nieodłączna część sławy, powinien być kierowany w dwóch kierunkach. A to można osiągnąć tylko z bliskimi. Znajdzie się ktoś kto opuści najlepszych ludzi, jakich los postawił mu na drodze, dla popularności? Wartości musiały by dotknąć dna. Znanych jest nam wiele gwiazd, które pomimo tego co osiągnęły były nieszczęśliwe.
Nie można za kogoś innego zadecydować czy chce sławy czy nie. Każdy powinien wiedzieć czego chce, a jeżeli nie, to niech chociaż wie czego nie chce. Często sławę można znaleźć w mniejszym gronie ludzi, uzyskując ten sam podziw, nie tracąc z publiką szczerości i dobrych relacji. Ciągnie ludzi do tego co wielkie, ale przypominam, że wiek XXI to wiek minimalizacji. Warto robić to co się kocha nie dal sławy, a dla siebie. Oczywiście nie „forever alone”. By być dobrym trzeb sięgać porad ludzi. I sława przemija, a prawdziwi ludzie pozostają. Ludzkość powinna się uczyć dostrzegać to co jest w około niej, a nie patrzeć na mega gwiazdy z nieosiągalnego świata. Każdy ma taką swoją sławę. Trzeba ją tylko odszukać.
Człowiek chwilę siedział nic nie odpowiadając. Po czym wstał, a głowę naprężył tak, że mało nie uderzał Panu Bogu po chmurach. Skrzat dostrzegł dumę, która rozpierała gościa z miasta. Gość opuścił miejsce i podążył w stronę, z której przybył. Zbliżało się ku wieczorowi. Skrzat wyciągnął znów z kieszeni nożyk i kawałek drewienka. Strugał go tak jeszcze parę chwil. Efektem jego pracy był malutki ptaszek. Potem wyciągnął ze swojego „plecaka myśli” karteczkę z napisem „POPULARNOŚĆ”. Schował ją w złożone ręce razem z drewnianym ptaszkiem. Przyłożył dłonie do ust i cichutko coś wyszeptał. Następnie je otworzył, a w powietrze wzleciał ptak z karteczką w dziobie. Znikł on gdzieś w mgnieniu oka. Skrzat założył plecak, zagasił ognisko, pożegnał się z dębem i ruszył w stronę lasu. Gdy już dotarł do pierwszych konarów, odwrócił się w stronę zarysu miasta i pomyślał: „Zapomniał podziękować”, po czym wzruszył ramionami i leciutko się uśmiechnął. Kierując się w stronę swej chatki, znikł w ciemnościach. Znów dało się słyszeć pogłos słow. A brzmiały one tak: „Bywajcieee, będę czekał juuutro znów”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz