Boje się. Boje się tego czego bał się ON. Czasami wydaje mi się jakbym go znał. Albo to raczej on znał mnie tak dobrze. Skąd w jego słowach tyle znaczeń, których nie potrafi odnaleźć moja głowa.
„Siedzę i tonę i tonę we łzach, bo jest mi smutno, bo jestem sam. Dławi mnie strach…”
Strach jest tak inny. Strach przed samym sobą, strach nad sobą. Można się nad sobą użalać, ale czy można się „nad sobą bać?”. Nie boje się o siebie, boje się o mnie. Zastanawiam się co to wszystko znaczy. Jak sobie poradzić. Czy powtarzając wciąż te słowa, znajdę odpowiedź na pytania? Wszystko jakby stało w miejscu. Tak bardzo nienaturalnym, bo nie stoję nad przepaścią. Stoję nad ziemią na wysokości urwiska. Pod nogami nie ma już gruntu. Co zrobić? Pozwól mi wrócić na stały grunt, albo spać i rozbić się o ziemie. Nie trzymaj mnie pomiędzy. Za daleko by się cofać, za daleko by dotrzeć na drugi brzeg.
„Samotność to taka straszna trwoga. Ogarnia mnie, przenika mnie…”
Z czego to wynika? Zagadką największą nie jest świat. Czym jest mały świat przy nieznajomości własnego wnętrza. Jak bardzo ktoś chce poznać innych. Jak bardzo ja chce poznać siebie. Egoizm jest na wysokości szczytów bo ciągle tylko „ja i ja”. A przecież ja… właśnie co z innymi, którym gorzej. Ale nikt inny nie pomoże. Nie chce? Nie potrafi? Boję się. Ogarnia mnie coś. Albo brak czegoś. Sam jeden z paroma osobami przy boku. Boje się- a Wam dziękuje.
„Śpij, nocą śnij. Niech zły sen Cię nigdy więcej nie obudzi. Teraz śpij…”
A może to przez to, że usypiam? Sam siebie. Nikt mnie nie zmusza, a ja śpię. Zmęczony życiem w wieku śmiesznym. Niewyobrażalnie laickim. Jak tak można. Dobrze, że śpię spokojnie. Problemy dotyczące innych- budzą. Problemy ze sobą pozwalają spać ciału. Męczą duszę. Teraz śpij… tak jest dobrze? Spokojny sen to spokojny czas oddania się samemu sobie. Daj Panie by sen był wiecznie spokojny.
„Jak na deszczu łza. Cały ten świat nie znaczy nic a nic... Chwila, która trwa, może być najlepszą z Twoich chwil...”
Jak dobrze, że na koniec przychodzą te słowa. Boję się ich. Czytają je po raz kolejny me oczy odmawiają posłuszeństwa. Tak piękne słowa, tak straszne, tak głęboki i proste. Wracam znów do nich i czytam po raz kolejny. Już je śpiewam. Jak bardzo przypominają mi nadzieję. Matkę głupich, która umiera ostatnia. Będę wierzył do końca. Ku własnym wartością z nadzieją. Nie zawiedzie mnie. Zostanie do końca. Świat nie znaczy nic, egoistycznie- liczę się ja. Może ten właśnie dzień smutku jest najlepszym co mam?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz