Jak wiele słów potrzeba by opowiedzieć czyjąś historię? Na pozór dużo. Ta w każdych słowach staje się pokrzywdzona, bo żadne słowa opisać jej nie mogą. Kolejny wieczór taki jak każdy inny. Muzyka wypełniała pokój, w którym panował bałagan. Te cztery ściany coś odzwierciedlały. A raczej kogoś. Jeszcze nie miał pojęcia, że to wszystko samo się „posprząta”. A wszystko dzięki jednej osobie, jednej wiadomości. Po odgłosie nadchodzącej wiadomości, która z pewnością miała być kolejną naciąganą grą o sto tysięcy lub luksusowy samochód, pojawił się uśmiech i niedowierzanie. Patrzy jeszcze raz dokładniej w ekran. Tak to ona. Czego może chcieć? Przecież prawie się nie odzywa. Fakt faktem nie znamy się. Jednak. Dlaczego wszystko stawiam pod kontem pesymistycznym. Chciała po prostu zapytać co u mnie. Uśmiechać się czy niedowierzać. Za wcześnie na to pierwsze. Ale cień nadziei już napełniał duszę. I nagle! Jest kolejny sms. Po nim następny. Mija godzina, piękna. Następna jeszcze lepsza. Pomimo późnej pory dalej mi nie odpuszcza. Pisanie urywa się około piątej nad ranem. Zasnąłem. Budzi mnie sygnał alarmu. Telefon leżał gdzieś pod kołdrą. Trzy nieprzeczytane wiadomości, dwa połączenia. Od niej. Nie czytam. Pakuje plecak i lecę do szkoły. Nie ma siły, która oderwała by od myśli o tej nocy. Może za dużo sobie wyobrażam. Takie rzeczy się przecież nie zdarzają. Może powinienem podejść do niej i pogadać. Ale co powiem? Zostawiam to. Już po lekcjach. Może poczekam na nią przed szkołą? Czekam, bojąc się. Ale jestem durny. Jakoś nie potrafię zrezygnować i odejść do domu. Nie ma jej. A powinna być. Zawód powstał z niczego. Wracam. Jest wiadomość na gg. Czekałam pod twoją szafką godzinę. O ja głupi, głupi, głupi! Nie odpisuje. Ani tego popsuć ani skierować na dobrą drogę. Tchórz. Nie mogę zasnąć. Maże o powtórzeniu tamtej nocy. Telefon się nie odzywa. Wielka cisza i poczucie winy. Bezradności. Kolejny dzień. Czas do szkoły. Uczucie jakby zawalił się cały świat. A przecież nic się nie stało. Może to właśnie dlatego tak mi źle. Czas wrócić do tego co było. Bałagan. Pustka. Głupia głowa nie pozwala zapomnieć. Męczą myśli bo wciąż jest ich tak mało, a są tak wielkie. Dziś trening. Myśli na chwilę mnie opuściły. Był już grudniowy wieczór. Wychodzę i wszystkie myśli wróciły podczas ułamka sekundy. Urosły do rozmiarów niepojętych. Matko. Ona tam stoi. Czeka. Podejdę. Wygłupię się. Może czeka na kogoś. Stoję jak wryty . Debil ze mnie. Ale czuje, że nie jestem wstanie się ruszyć. Odebrało mi wszystkie siły. Oczywiście przez głowę przechodzi już setna myśl. Podchodzi do mnie. „Nie mów nic.” Te słowa z jej ust są niczym zbawienie. Idziemy razem koło siebie. Nie odzywamy się. Nie wiem gdzie idziemy. Nie kieruje mną, ale chyba sami wiemy którędy iść. Mijamy ośnieżone ulice, którymi auta mkną tak wolno. Tak cicho. Światełka graja melodie. Jest tak cicho, że słyszę każdy swój krok. Boje się myśleć. Idziemy w stronę parku. Czuje, że chyba ja prowadzę. Zamarznięte jezioro odbija światła otaczających go latarni. W około jest tak pięknie. Bajkowa kraina lodu. Pomimo tej pory roku jest ciepło. Mi jest ciepło. Na dworze jest mróz. Nagle czuje. Zatrzymuje się w tym momencie co ona. Stoimy jak wryci. Nie myślę o niczym. Wszystko dzieje się wolno. Ale zbliżamy się do siebie. Chyba już się lekko przytulamy. Ma głowa się obniża a jej wznosi do góry. Zbliżamy się do siebie swymi przymarzniętymi ustami. Chyba. Nie wiem, czekam. Już prawie. Nagle coś jakby dzwoni gdzieś daleko….. Kurwa znowu zaspałem- krzyczę otwierając oczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz