Ciepła kawa przed zimną
częścią dnia. Wyrwana karta z zeszytu i prawie odpowiednie miejsce do pisania.
Prawie- moje zajął jakiś chłopka, który też próbuje coś napisać. On chyba zwątpił w to co tworzy, a jak właśnie
kończę to zdanie. Zjadłem już wszystkie hamburgery- są za półdarmo. Co z tego,
że niedobre?
Za
oknami jesienny śnieg, choć do świąt
dalej niż do powrotu pierwszych szkolnych dni. Teraz widzę, że jako
maturzysta straciłem już dwa miesiące na
robieniu „Niczego”. Taki problem Lema- robienie nicości lub może niczego,
ale jego nazwisko zapisuje się inaczej.
Jeden JA wyrwany ze świata, postawiony na jego szczycie… To mi będzie
dane nim władać. Tak twierdził Nietzsche,
ja nie twierdze niczego… nietzsche’go takiego!
Pytam
siebie: po co ja odliczam od 3 przez 2
do 1? Bez sensu. A kto tu wyznacza sens? Przyroda czy klimat? Póki co mamy
śnieg, a na święta będziemy smażyć się na plażach przy choinkach. Ja się pytam gdzie są wybawcy świata? Gdzie
są ekolodzy? Zieloni? Zieloni to oni są w sprawach ekologii.
Już
jestem spóźniony… Bez sensu bo dalej piszę. Coś jednak ma sens, widzę że pisze
nas tu trzech. To powoli ma sens… Czy ja wyglądam tak, jak oni, gdy piszę? Oby
nie!
Koniec-
czas wyruszyć w stronę Narnii. Nie ma tu szafy, nie ma magii, nie ma zamków i
stworów. A kto obiecywał Ci bajkową krainę? Bez sensu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz