Chyba
nie znam się na recenzjach filmowych i dobrym
pomysłem nie będzie zabieranie się za tę formę wyrażanie własnej opinii. Mniej
lub więcej znam się na pisaniu felietonów we własnym stylu. Tak też, jako
niemały fan serii związanej z wydarzeniami rozgrywającymi się w Middle-earth lub w wersji polskiej Śródziemiu postanowiłem poruszyć ten
temat.
J.R.R.
Tolkien to znany wszystkim dobrze autor powieści: Silmarillion, Hobbit, czyli tam i z powrotem oraz Władca Pierścieni. Tak
rozbudowany świat (zbudowany od podstaw), historia, wierzenia i języki wymagały
poświęcenia całego życia autora tej sprawie.
Co lepsze nie zdajemy sobie sprawy ile innych utworów stworzył ten
człowiek, jednak i one miały związek ze światem, który stworzył. Nie sposób pominąć ważnej roli Christophera
Tolkiena, który to kontynuował dzieło swojego ojca. To, że całą tę historię
zamykam w kilku zdaniach stanowi wręcz pogardę dla tej ważnej persony świata
literatury, jednak nie to jest tematem, więc wybacz mi Panie Tolkien.
19
grudnia 2001 roku świat ujrzał premierę filmu pt. Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia, który był adaptacją powieści. Reżyserem tego filmu był Sir Peter
Jackson, który podjął się-myślę- trudnego zadania. Dobrze się jednak stało, że
historia Middle-earth trafiła do
większej grupy odbiorców. Ja sam nie oczekiwałem premiery w naszym kraju, która
miała premierę ponad rok po tej światowej. Miałem wtedy coś około ośmiu lat.
Nie ma się co oszukiwać bo ani w kinie nie byłem na żadnym filmie z trylogii,
ani też nie stałem się jej fanem. Jednak pamiętam ile było różnego rodzaju
reklam i produktów związanych z tą produkcją. Osobiście pamiętam szklanki Nutelli
oraz takie naklejki z diodą na telefony komórkowe. Sam gdzieś jeszcze na starej
Noki mam taką z okiem Saurona.
Moja
przygoda związana z przygodą Drużyny Pierścienia zaczęła się kilka dobrych lat
później, gdy zobaczyłem fragment tego filmu w telewizji. Po czasie dostałem
piracką kopię z tym właśnie filmem od znajomego. Następne dwie zdobyłem już sam. Tak też
trylogię obejrzałem raz. Do dzisiejszego dnia obejrzałem te filmy trzy razy co
daje trzy razy po 682 minuty, a po odjęciu napisów to jakieś trzydzieści godzin
oglądania. Do Oglądania tych, jakże epickich przygód zabieram się zawsze w
okresie bożonarodzeniowym. Od pierwszej wersji, którą widziałem do tej oglądanej
gdzieś po nowym roku zmieniło się wiele. O samej historii przygód Froda wiem
więcej, jak i na mojej półce stoją trzy rozszerzone wydania Władcy Pierścieni.
Nie
żałuję, że nie mogłem brać udziału w oczekiwaniu na kolejny film trylogii na
początku XXI wieku. Nie wszystkim było dane. Sprawa miała się podobnie, gdy
powstawały Gwiezdne Wojny. Większość z Was nie była jeszcze w planach, bo Wasi
rodzice dopiero kończyli szkoły. Płakać
nie ma za czym, choć wiemy, jak ważne były i są kosmiczne przygody dla całego świata. Dane było nam doczekać odsłony kolejnych trzech części Star Wars rok
przed rokiem dwutysięcznym i potem kilka lat po nim. Co wiąże tę serię z tytułowym
Hobbitem i jak pisze się moja opinia na jego temat...o tym w części drugiej.
A oto zdjęcie potwierdzające Oko Saurona na Nokii. Taki mały suchar: Gdyby Sauron zamiast na wierzy umieściłby swoje okno na Nokii to z pewnością wygrałby i jego wieża była się nie posypała. Choć w książce nic się nie zwaliło...
koniec
części pierwszej.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz