czwartek, 23 maja 2013

Hobbit: (moja) Niezwykła Podróż cz. 1


            

              Chyba nie znam się na recenzjach  filmowych i dobrym pomysłem nie będzie zabieranie się za tę formę wyrażanie własnej opinii. Mniej lub więcej znam się na pisaniu felietonów we własnym stylu. Tak też, jako niemały fan serii związanej z wydarzeniami rozgrywającymi się w Middle-earth lub w wersji polskiej Śródziemiu postanowiłem poruszyć ten temat.


                J.R.R. Tolkien to znany wszystkim dobrze autor powieści: Silmarillion, Hobbit, czyli tam i z powrotem oraz Władca Pierścieni. Tak rozbudowany świat (zbudowany od podstaw), historia, wierzenia i języki wymagały poświęcenia całego życia autora tej sprawie.  Co lepsze nie zdajemy sobie sprawy ile innych utworów stworzył ten człowiek, jednak i one miały związek ze światem, który stworzył.  Nie sposób pominąć ważnej roli Christophera Tolkiena, który to kontynuował dzieło swojego ojca. To, że całą tę historię zamykam w kilku zdaniach stanowi wręcz pogardę dla tej ważnej persony świata literatury, jednak nie to jest tematem, więc wybacz mi Panie Tolkien.



               

19 grudnia 2001 roku świat ujrzał premierę filmu pt. Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia, który był adaptacją powieści. Reżyserem tego filmu był Sir Peter Jackson, który podjął się-myślę- trudnego zadania. Dobrze się jednak stało, że historia Middle-earth trafiła do większej grupy odbiorców. Ja sam nie oczekiwałem premiery w naszym kraju, która miała premierę ponad rok po tej światowej. Miałem wtedy coś około ośmiu lat. Nie ma się co oszukiwać bo ani w kinie nie byłem na żadnym filmie z trylogii, ani też nie stałem się jej fanem. Jednak pamiętam ile było różnego rodzaju reklam i produktów związanych z tą produkcją. Osobiście pamiętam szklanki Nutelli oraz takie naklejki z diodą na telefony komórkowe. Sam gdzieś jeszcze na starej Noki mam taką z okiem Saurona.





                Moja przygoda związana z przygodą Drużyny Pierścienia zaczęła się kilka dobrych lat później, gdy zobaczyłem fragment tego filmu w telewizji. Po czasie dostałem piracką kopię z tym właśnie filmem od znajomego.  Następne dwie zdobyłem już sam. Tak też trylogię obejrzałem raz. Do dzisiejszego dnia obejrzałem te filmy trzy razy co daje trzy razy po 682 minuty, a po odjęciu napisów to jakieś trzydzieści godzin oglądania. Do Oglądania tych, jakże epickich przygód zabieram się zawsze w okresie bożonarodzeniowym. Od pierwszej wersji, którą widziałem do tej oglądanej gdzieś  po nowym roku zmieniło się wiele. O samej historii przygód Froda wiem więcej, jak i na mojej półce stoją trzy rozszerzone wydania Władcy Pierścieni.
                Nie żałuję, że nie mogłem brać udziału w oczekiwaniu na kolejny film trylogii na początku XXI wieku. Nie wszystkim było dane. Sprawa miała się podobnie, gdy powstawały Gwiezdne Wojny. Większość z Was nie była jeszcze w planach, bo Wasi rodzice dopiero kończyli  szkoły. Płakać nie ma za czym, choć wiemy, jak ważne były i są  kosmiczne przygody dla całego świata. Dane było nam doczekać odsłony kolejnych trzech części Star Wars rok przed rokiem dwutysięcznym i potem kilka lat po nim. Co wiąże tę serię z tytułowym Hobbitem i jak pisze się moja opinia na jego temat...o tym w części drugiej. 

A oto zdjęcie potwierdzające Oko Saurona na Nokii. Taki mały suchar: Gdyby Sauron zamiast na wierzy umieściłby swoje okno na Nokii to z pewnością wygrałby i jego wieża była się nie posypała. Choć w książce nic się nie zwaliło...



            koniec części pierwszej.



               

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz